17-23/04/2017

Bez kategorii

10-16/04/2017

Codzienność

10/04

Po szkole wybrałam się do Ikebukuro i w końcu udało mi się załatwić telefon. Było to ciężkie, ponieważ większość ofert wymagała posiadania karty kredytowej, jednak ja takiej nie posiadam i nie planuje. Ostatecznie po odrzuceniu dwóch moich polskich kart udało się z trzecią i podpisałam umowę. Przy okazji kupiłam też suszarkę do włosów. Później zrobiłam zakupy w sklepie, która poleciła mi koleżanka z akademika. Okazało się, że mają świetne ceny! Onigiri sprzedją za 50 jenów, natto (3 sztuki) za 60 jenów, 5-kilowy worek ryżu za 1300 jenów. Po prostu ży nie umierać haha Co więcej znalazłam daktyle i kapustę kwaszoną z Polski 🙂

12-13/04

W tych dniach nie robiłam niczego ciekawego haha Po szkole wracam do domu, trochę odpoczywam, robię obiad, a potem się uczę. Codziennie uczymy się 6 nowych znaków i mamy sprawdziany, a ja staram się nauczyć drugie tyle. Chciałabym dostać się do wyższej grupy, dlatego bardzo dużo czasu poświęcam na znaki i gramatykę.

14/04

Po południu przeszłam się na piechotę do stacji Ueno i przy okazji poznałam lepiej okolicę i pozwiedzałam pobliskie świątynie. W końcu znalazłam też napój, który piłam z Sylwią w Shibuyi. Szukałam go przez jakieś 2 tygodnie w pobliskich automatach, ale nigdzie go nie było! Jedna z niewielu owocowych herbat, która nie ma tony cukru w sobie. W Ueno udało mi się kupić bluzę,która przyda się na zimniejsze dni i do biegania. Chociaż za dnia jest bardzo ciepło (dochodzi nawet do 26 stopni!) to wieczory są chłodniejsze. Po 21:00 wybrałam się na mały jogging. Ogólnie na ulicach nie widzę za dużo biegających osób. W Polsce jest teraz mega boom i każdy biega. Tutaj, z tego co słyszałam, to raczej chodzi się na siłownie i bieganie nie jest popularne.

15/04

Wstałam wcześnie, ponieważ o 10:00 byłam umówiona z Państwem Wada, których poznałam w zeszłym roku podczas jednego z transferów. Pamiętam, że był to luty i akurat i walizka została uszkodzona podczas transportu. Pomogłam im dotrzeć do sklepu i znaleźć taśmę klejącą, za co odwdzięczyli się posiłkiem. Od tamtej pory utrzymywaliśmy kontakt mailowy i w końcu udało nam się spotkać w Japonii! To niesmowicie mili ludzie. Nazywają siebie moimi „japońskimi dziadkami” i tak rzeczywiście to czuję 🙂  Ze stacji Ueno, gdzie zjedliśmy mały deser, zabrali mnie taksówką na punkt widokowy w Tokyo Sky Tree, potem na obiad i na zakupy blisko mojejgo akademika. Za wszystko płacili z własnej kieszeni, przez co było mi strasznie głupio, ale nie chcieli przyjąć ode mnie pieniędzy. Zanim odporowadziłam ich na autobus do Mito (miasta, w którym mieszkają) podjechaliśmy jeszcze do Akihabary, gdzie kupili mi lampkę na biurko. Sprzedawca jak tylko usłyszał, że uczę się japońskiego i potrzebuję jej, żeby ćwiczyć znaki, dał nam zniżkę. Potem jak wychodziliśmy parę razy nas żegnał i kłaniał się – bardzo po japońsku haha Super sprawa 🙂 O 16:00 Państwo Wada wrócili wsiedli do autobusu i umówiliśmy się, że przyjadę do nich w przyszłym tygodniu. Już się nie mogę doczekać!

06-09/04/2017 Początek szkoły

Codzienność

06/04

Od 14:00 było ogłoszenie podziałów na klasy, tak więc po odwiedzeniu szkoły dokończyłam zakupy wszystkich niezbędnych rzeczy. Po południu wybrałam się do Akihabary (elektrycznej dzielnicy), żeby rozejrzeć się za monitorem. Niestety, wszystkie małe były strasznie drogie, więc wzięłam większy i stwierdzałam, że później będę się martwić jak go przewieźć 😉 Wracając opłaciłam na poczcie swój pierwszy rachunek – opłata za ubezpieczanie zdrowotne.

07/04

Dzisiaj odbyły się pierwsze zajęcia. Dostałam się do grupy porannej, tak więc zaczynamy naukę o 9:00 a kończymy 12:30. Grupa jest bardzo fajna, wesoła i wszyscy dają z siebie wszystko  Większość osób z klasy pochodzi z Korei i Chin, ale również są również Francuzi, Niemiec, Wietnamka i Szwedka. Po zajęciach wypełniłam dokumenty, żeby otworzyć konto bankowe, a potem poszłam do konbini, żeby odebrać mój garnek do ryżu, który właśnie dotarł! Jestem z niego bardzo zadowolona. Jest mały, ładny i świetnie się sprawuje.

08/04
Cały dzień spędziłam w akademiku nadrabiając materiał z poprzednich lekcji, ponieważ dołączyłam do istniejącej już grupy. Przy obiedzie zaprzyjaźniłam się z dwiema dziewczynami z mojego akademika – Koreanką i Francuzką. Opowiedziały mi ogólnie o życiu w Japonii, pracy i udzieliły wielu cennych rad. Przegadałyśmy tak chyba z cztery godziny 🙂 Wieczorem poszłam z jedną z nich do sklepu po coś słodkiego, a przy okazji pokazała mi automat do wody! Wyrobiłam sobie kartę i kupiłam 4 litrowy baniak, a teraz kiedy chcę mogę go napełniać za darmo. Bardzo fajny system, tym bardziej, że woda z kranu za bardzo mi nie smakuje, bo jest w niej za dużo chloru.

09/04

Niedzielę spędziłam również bardzo spokojnie. Uczyłam się, dalej porządkowałam swój pokój, obejrzałam odcinek serialu i ugotowałam bardzo smaczne curry 🙂 Poza tym upolowałam uroczy dzbanek i czarkę do herbaty.

04-05/04/2017 Przeprowadzka do Nippori

Codzienność

Mam na blogu lekkie opóźnienie, dlatego wpisy o naszych przygodach z dziewczynami postaram się dodawać w międzyczasie, a teraz będę pisać w miarę na bieżąco. Ostatecznie myślę nad podsumowującym wpisem z całego tygodnia 🙂

04/04/2017

Chociaż wstałam rano i około 10:00 byłam już gotowa do wyjścia to zostałam u Miyuki (mojego gospodarza w Kawaguchi) do prawie 14:00. Oglądałyśmy razem telewizję i rozmawiałyśmy o grach komputerowych 😀 To bardzo fajna dziewczyna.
W końcu nadszedł czas ruszyć do Nippori – miejsca, gdzie będę mieszkać i uczyć się przez najbliższe trzy miesiące. Do szkoły dotarłam w jakieś 40 minut. Szkoła zajęła się sprawami, które trzeba załatwić w urzędzie miasta – zarejestrowanie adresu i przystąpienie do ubezpieczenia zdrowotnego. Musiałam tylko podpisać odpowiednie dokumenty.
Potem samochodem podjechaliśmy pod akademik, który jest bardzo blisko szkoły (piechotą jakieś 15 minut). Na moje nieszczęście dostałam pokój na ostatnim, czwartym piętrze. Pracownicy szkoły pomogli mi wnieść bagaże, materac i pościel. Poznałam też Sarę z Włoch, która wyjaśniła mi zasady, jakie panują w akademiku oraz podstawowe informacje o sklepach w okolicy itp.
Zrobiłam małe zakupy, żeby zjeść coś na szybko (zupka chińska haha) i wróciłam na stację, gdzie schowałam resztę moich bagaży. Za samo wejście na stację musiałam zapłacić 140¥!!! Najgorsze jest to, że za przechowanie bagażu przez 4 dni wyszło mi prawie 100zł, ale trudno sama chciałam 😀 Z drugiej strony, mamo – gdzie byłaś, kiedy się pakowałam? Czemu nie powiedziałaś „Dziecko, co ty wyprawiasz?!” 😉 Zdecydowanie za dużo rzeczy przywiozłam z Polski.
Do tego musiałam kupić jakieś podstawowe rzeczy jak miska, łyżka, nóż czy ręczniki. Nie wiem jak się z tym potem zabiorę… Tym bardziej, że potrzebuję elektrycznego garnka do ryżu, bo myślałam, że może w akademiku będzie 😀
Resztę nocy spędziłam na rozpakowywaniu się i urządzania mojego pokoiku.

 

05/04/2016

O 9:00 poszłyśmy z dziewczynami, które też zaczęły naukę, do szkoły. Rozpoczęcie semestru było bardzo w stylu japońskim – wynajęta sala, kwiaty na podeście, przemówienie dyrektora i przedstawienie każdego nauczyciela 😉
Potem pracownicy rozdali nam „przewodniki” z ogólnymi zasadami i podstawowymi informacjami o Japonii a o 13:00 mieliśmy test poziomujący.
Wróciłam do akademika, zjadłam obiad, a potem wyruszyłam na (mam nadzieję!) ostatnie zakupy najbardziej potrzebnych rzeczy. Na mojej liście został już tylko garnek do ryżu 🙂
Jedyne co mnie uratowało to 100-jenowy sklep obok akademika. To taki rodzaj sklepu, w którym wszystko jest po 100¥ (+podatek), czyli jakieś 3,50zł. Normalnie zapłaciłabym za te rzeczy fortunę a tak wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy (oprócz patelni i garnka) dorwałam za około 100zł 😀

Okolica jest ogólnie bardzo fajna. W pobliżu mam dwa małe parki, dwa sklepy typu „konbini” (otwarte 24/7), dwa sklepy 100-jenowe (w tym jeden z jedzeniem, do tego bardzo dobrze zaopatrzony), dwa supermarkety (trochę drogie, ale wybór jest ogromny), poczta i restauracje a do stacji mam jakieś 5 minut.

W Tokyo zakwitły już sakury (wiśnie) i ulice wyglądają po prostu obłędnie. Zdjęcia nie oddają w pełni ich piękna, więc jeśli ktoś będzie miał okazję to bardzo polecam przyjechać do Japonii wiosną (na przełomie marca i kwietnia) 😉

19/03/2017 Wycieczka do Kyoto

Podróże

Kyoto 京都

Po małym śniadanku (onigiri i takich saszetkach sojowych z ryżem) wyruszyłyśmy rano z Osaki do Kyoto.

Po wyjściu z dworca pierwsze co zobaczyłyśmy to… tłumy ludzi w kolejkach 😀  Do wszystkiego – punktu informacyjnego, biletomatów i autobusów. Kupiłyśmy bilet całodzienny, wskoczyłyśmy w autobus i ruszyłyśmy w kierunku naszego pierwszego celu – las bambusowego w Arashiyamie.

Po prawie 40 minutowej jeździe, podziwianiu ulic Kyoto i staniu w korkach dotarłyśmy na miejsce. Ludzi była MASA. Normalnie jak w Lidlu, kiedy rzucają karpia na promocję przed Bożym Narodzeniem albo może i gorzej! Najpierw przeszłyśmy się po ogrodzie obok świątyni Tenryū (天龍寺), a potem po słynnym lesie bambusowym. Droga była o wiele krótsza niż sądziłyśmy i oczywiście było pełno ludzi, ale i tak bardzo się cieszę, że ją zobaczyłam 🙂 Zjadłyśmy z Sylwią dango (kuleczki ryżowe na patyku) i wracając na przystanek przeszłyśmy się pięknym parkiem.

Po dłuuuugim oczekiwaniu na autobus i straaasznie dłużącej się jeździe dotarłyśmy pod Złoty Pawilon (Kinkakuji 金閣寺) i pewnie się powtarzam, ale było tam tyyyyle ludzi, że z Sylwią miałyśmy już dość tego miasta (chociaż było piękne) 😀 Pawilon nie zawiódł, ale stwierdziłyśmy z Sylwią, że na żywo jest jakiś taki… wyblakły 😉

Dojazdy zajęły nam pół dnia, dlatego zrezygnowałyśmy ze Srebrnego Pawilonu (Ginkakuji 銀閣寺), zamku i Pałacu Cesarskiego i dojechałyśmy pod świątynię Kiyomizu (清水寺). Droga do niej prowadziła w górę, uliczką wzdłuż której było mnóstwo sklepów z pamiątkami. Klimat tego miejsca był niesamowity. Całą moją radość przerwał upadek na schodach przed bramą do świątyni i zniszczenie nowego aparatu… To się nazywa szczęście :/ Tak, więc od teraz do odwołania zdjęcia będą w gorszej jakości, robione aparatem. Przez popsuty humor i fakt, że znowu trzeba było płacić za wstęp, nie weszłam do środka i poczekałam na dziewczyny. (Nie mam też ładnych zdjęć z tego miejsca 😦 ).

Naszym następnym, i ostatnim, punktem była Fushimi Inari Taisha (伏見稲荷大社). Dotarcie do niej prawie wykończyło nas psychicznie, bo autobus spóźniał się ponad 30 minut! (niech, ktoś mi jeszcze raz powie, że w Japonii wszystko jest na czas…) Ostatecznie pomógł nam młody chłopak, który zaproponował pociąg, który był tuż obok i w niecałe 10 minut byłyśmy na miejscu…

Kompleks był po prostu obłędny! Wszystkie żałowałyśmy, że zostawiłyśmy to miejsce na sam koniec (była już prawie 21:00) i nie wspięłyśmy się na samą górę, do której przechodzi się pod ponad tysiącem bram Torii. Cała wycieczka trwa około 2-3 godzin, a my niestety przeszłyśmy tylko mały kawałek. Następnym razem jak będę w Kyoto, to będzie mój najważniejszy punkt na liście do zrobienia!

 

18/03/2017 Wycieczka do Nary

Podróże

Nara 奈良

Po długich podróżach w końcu udało nam się wyspać, dlatego tego dnia wstałyśmy późno, około 13:00. Walizka Kasi, która została wysłana do nas dzień wcześniej, już dotarła dzięki czemu nie musiałyśmy cały czas czatować w domu. Postanowiłyśmy wybrać się do Nary – miasta znanego ze świątyń i jelonków, które można spotkać w parku. W latach od 710 do 794 było stolicą Japonii.

Podróż z Osaki trawała niecałą godzinę, a na stacji w Narze kupiłyśmy bilety całodniowe na autobus za 500¥, co było bardzo opłacalną opcją.Tak naprawdę, żeby zobaczyć wszystkie świątnie, najlepiej przyjechać z samego rana, dlatego postanowiłyśmy zobaczyć tylko te najbardziej nas interesujące.

Zaczęłyśmy od świątyni Tōdai-ji (東大寺) otwartej w 728 roku . Tu cytuję z Wikipedii: ,,buddyjski kompleks świątynny (…) Wchodzący w jego skład Pawilon Wielkiego Buddy jest największą drewnianą budowlą na świecie. Znajduje się w nim wielki posąg Buddy Rushany o wysokości 16,2 m”.

Po zwiedzeniu wróciłyśmy do sklepików mieszczących się wzdłuż drogi prowadzącej do światyni. Można było kupić m.in. słodycze, akcesoria, pamiątki i również wafle dla jelonków! Oczywiście nie mogłyśmy przegapić okazji nakramienia tych cudownych stworzeń.Jak się potem okazało nie były takie słodkie i niewinne… Jak już zauważył, że mamy jedzonko to potrafiły dziabnąć za płaszcz czy torebkę, żeby dostać więcej 😀 Tu zacytuję kolegę Janusza: ,,To nie sa jelonki, to są podstępne skurwole…”. Oczywiście to tak na żarty, chociaż trzeba na nie uważać 😉 Nie boją się ludzi,  można je pogłaskać, nakarmić i swobodnie chodzą po ulicy przed świątynią oraz po parku.

Naszym następnym punktem był shintoistyczny chram Kasuga Taisha (春日大社) zbudowany w VIII wieku. Dotarłyśmy tam po małym spacerze po parku Nara.Niesety, szybko zrobiło się ciemno i nie mam za dużo zdjęć z tamtego miejsca 😦

Robiło sie już późno, więc udałyśmy się jeszcze do świątyni Kōfuku-ji (興福寺), na kolację i pociąg z powrotem do Osaki.

17/03/2017 Przyjazd do Osaki

Podróże

Osaka 大阪

O 9:00 dotarłyśmy do Osaki. Byłam niesamowicie zadowolona z autobusu, którego siedzenia były bardzo wygodne i mocno się rozkładały, było dużo miejsca na nogi a dodatkowo jeszcze miały specjalne daszki, dzięki którym przyjemniej się spało.

Po odświeżeniu się ruszyłyśmy na stację Osaka, gdzie dziewczyny kupiły JR West Pass (bilet na nielimitowane przejazdy pojazdami linii JR). Świetna sprawa i duża oszczędność, jednak jako że nie posiadam statusu turystyki nie mogłam go kupić. Trochę szkoda, bo mój program (Pracuj i zwiedzaj) zakłada, że mam w głównie podróżować i takie bilety byłyby do tego świetne 😉 Z tego powodu planuję poruszać się głównie nocnym autobusami i tanimi liniami lotniczymi.

Potem zjadłyśmy lunch i postanowiłyśmy na piechotę przejść się do zamku Osaka, ponieważ nasze mieszkanie miało być dostępne dopiero od 15:00. Podczas około pół godzinnej wędrówki zwiedziłyśmy trochę Osaki, chociaż chodzenie z bagażami było dosyć męczące.
Samo miasto (a w sumie tylko mały kawałek, który widziałyśmy) bardzo mi się spodobał. Nie ma w nim jakiegoś szału, ale ma to coś, co sprawiło, że mam ochotę się tam przeprowadzić podczas tego pobytu w Japonii.

Dotarłyśmy pod zamek, który (jak wszystko tu) mnie zachwycił, zrobiłyśmy dużo zdjęć, zobaczyłam też pierwszy raz w życiu kwitnącą sakurę a potem pociągiem pojechałyśmy do naszego mieszkania niedaleko stacji Chibune (千船).

Znalazłyśmy to miejsce na stronie Airbnb i nie zawiodło nas. Wszystko było zgodne z opisem, a właścicielka upiekła nam nawet chlebek. Naprzeciwko mamy też całodobowy sklep, tzw. „konbini” (コンビニ), który w dodatku jest tym z rodzaju (prawie) wszystko za 100 jenów.

Chociaż byłyśmy padnięte postanowiliśmy z Sylwią zjeść coś na mieście. Wróciłyśmy do stacji Chibune i tam zjadłyśmy okonomiyaki (お好み焼き) i takoyaki (たこやき). Co prawda lokal nie przeszedłby kontroli naszego sanepidu, ale właściciel był miły, jedzonko smaczne a barek miał swój klimat 😀

Po długim locie samolotem a potem nocnej podróży autobusem i zwiedzaniu miasta z walizkami w końcu zasnęłyśmy jak ludzie… tylko nie w łóżkach, a na futonach (ふとんjapoński materac) 😀

15-16/03/2017 Początek

Podróże

Hejka rodzinko i znajomi! 🙂

Na blogu będę wstawić głównie zdjęcia i krótkie opisy dnia, żeby nie przynudzać, ale dzisiaj wyjątkowo będzie trochę więcej. Przez ogólne emocje, chaos i zmęczenie nie byłam w stanie robić zdjęć 😉

***

Przed jedenastą dojechaliśmy na lotnisko. Po odprawie i pożegnaniu, które nie odbyło się bez wiadra łez, przeszłyśmy z dziewczynami przez kontrolę bezpieczeństwa, a następnie do naszej bramki.

Samolot wystartował o 13:15 a lot minął nam wyjątkowo szybko. W ciągu dwóch godzin byłyśmy już na lotnisku w Moskwie, gdzie po dość długiej kontroli przeszłyśmy do hali odlotów i po przekąsce już czekał na nas samolot do Tokyo.

Miałyśmy wrażenie, jakby ta podróż trwała wiecznie. Po ponad dziewięciu godzinach ciągłego sprawdzenia swojego położenia na mapie, krótkich drzemkach, oglądaniu (specyficznych) starych, rosyjskich bajek i czatowaniu na jedzenie (żeby go nie przegapić!) stało się – znowu znalazłam się nad japońską ziemią!

Wylądowałyśmy na lotnisku w Naricie i udałyśmy się do kontroli paszportowej, gdzie ustawiono mnie w kolejce dla dyplomacji ( 😀 ), zrobiono zdjęcie twarzy, pobrano odciski palców i otrzymałam swoją kartę pobytu. Po dołączeniu do dziewczyn, które czekały już z bagażem okazało się, że mamy pierwszy problem – nie było bagażu Kasi.

W roli tłumacza udałam się do punktu Aeroflotu, gdzie okazało się, że walizka została w Moskwie i wyślą ją nam do Osaki w piątek. Całe wyjaśnianie sprawy i rozmowy z celnikami zajęło nam trochę czasu, ale ostatecznie udało nam się wyjść na „drugą stronę”, a ja byłam mega szczęśliwa, że bez problemu udało mi się dogadać po japońsku J Odświeżyłyśmy się, przepakowałyśmy i wskoczyłyśmy w pociąg do Tokyo. Byłam strasznie zmęczona, głodna i niewyspana, ale krajobraz japońskiego miasta sprawiał mi mnóstwo radości.

Dotarłyśmy do stacji Nippori, gdzie przesiadłyśmy się do Ikebukuro. Przez dużą ilość bagaży nie mogłyśmy znaleźć miejsca w żadnej kawiarni ani restauracji, więc czekałyśmy pod jednym z japońskich sklepów na szefa, który miał zabrać nasze bagaże.

Udało nam się odnaleźć z szefem i po wpakowaniu walizek do jego samochodu zabrał nas na pierwszy posiłek w Japonii – sushi. Było bardzo smaczne! Odważyłyśmy się nawet zjeść podejrzanie wyglądające sushi z shirako (odważnych odsyłam do google), które ledwo co nie zwróciłam… Pan Watanuki odprowadził nas na dworzec autobusowy, gdzie czekałyśmy jeszcze cztery godziny. W tym czasie przeszłyśmy się po okolicznych sklepach, wypiłyśmy kawę a na koniec umierałyśmy na ławkach w centrum handlowym.

Nareszcie nadeszła godzina 12:50, a my ledwo żywe wsiadłyśmy do autobusu w kierunku Osaki…