19/03/2017 Wycieczka do Kyoto

Podróże

Kyoto 京都

Po małym śniadanku (onigiri i takich saszetkach sojowych z ryżem) wyruszyłyśmy rano z Osaki do Kyoto.

Po wyjściu z dworca pierwsze co zobaczyłyśmy to… tłumy ludzi w kolejkach 😀  Do wszystkiego – punktu informacyjnego, biletomatów i autobusów. Kupiłyśmy bilet całodzienny, wskoczyłyśmy w autobus i ruszyłyśmy w kierunku naszego pierwszego celu – las bambusowego w Arashiyamie.

Po prawie 40 minutowej jeździe, podziwianiu ulic Kyoto i staniu w korkach dotarłyśmy na miejsce. Ludzi była MASA. Normalnie jak w Lidlu, kiedy rzucają karpia na promocję przed Bożym Narodzeniem albo może i gorzej! Najpierw przeszłyśmy się po ogrodzie obok świątyni Tenryū (天龍寺), a potem po słynnym lesie bambusowym. Droga była o wiele krótsza niż sądziłyśmy i oczywiście było pełno ludzi, ale i tak bardzo się cieszę, że ją zobaczyłam 🙂 Zjadłyśmy z Sylwią dango (kuleczki ryżowe na patyku) i wracając na przystanek przeszłyśmy się pięknym parkiem.

Po dłuuuugim oczekiwaniu na autobus i straaasznie dłużącej się jeździe dotarłyśmy pod Złoty Pawilon (Kinkakuji 金閣寺) i pewnie się powtarzam, ale było tam tyyyyle ludzi, że z Sylwią miałyśmy już dość tego miasta (chociaż było piękne) 😀 Pawilon nie zawiódł, ale stwierdziłyśmy z Sylwią, że na żywo jest jakiś taki… wyblakły 😉

Dojazdy zajęły nam pół dnia, dlatego zrezygnowałyśmy ze Srebrnego Pawilonu (Ginkakuji 銀閣寺), zamku i Pałacu Cesarskiego i dojechałyśmy pod świątynię Kiyomizu (清水寺). Droga do niej prowadziła w górę, uliczką wzdłuż której było mnóstwo sklepów z pamiątkami. Klimat tego miejsca był niesamowity. Całą moją radość przerwał upadek na schodach przed bramą do świątyni i zniszczenie nowego aparatu… To się nazywa szczęście :/ Tak, więc od teraz do odwołania zdjęcia będą w gorszej jakości, robione aparatem. Przez popsuty humor i fakt, że znowu trzeba było płacić za wstęp, nie weszłam do środka i poczekałam na dziewczyny. (Nie mam też ładnych zdjęć z tego miejsca 😦 ).

Naszym następnym, i ostatnim, punktem była Fushimi Inari Taisha (伏見稲荷大社). Dotarcie do niej prawie wykończyło nas psychicznie, bo autobus spóźniał się ponad 30 minut! (niech, ktoś mi jeszcze raz powie, że w Japonii wszystko jest na czas…) Ostatecznie pomógł nam młody chłopak, który zaproponował pociąg, który był tuż obok i w niecałe 10 minut byłyśmy na miejscu…

Kompleks był po prostu obłędny! Wszystkie żałowałyśmy, że zostawiłyśmy to miejsce na sam koniec (była już prawie 21:00) i nie wspięłyśmy się na samą górę, do której przechodzi się pod ponad tysiącem bram Torii. Cała wycieczka trwa około 2-3 godzin, a my niestety przeszłyśmy tylko mały kawałek. Następnym razem jak będę w Kyoto, to będzie mój najważniejszy punkt na liście do zrobienia!

 

Reklamy

18/03/2017 Wycieczka do Nary

Podróże

Nara 奈良

Po długich podróżach w końcu udało nam się wyspać, dlatego tego dnia wstałyśmy późno, około 13:00. Walizka Kasi, która została wysłana do nas dzień wcześniej, już dotarła dzięki czemu nie musiałyśmy cały czas czatować w domu. Postanowiłyśmy wybrać się do Nary – miasta znanego ze świątyń i jelonków, które można spotkać w parku. W latach od 710 do 794 było stolicą Japonii.

Podróż z Osaki trawała niecałą godzinę, a na stacji w Narze kupiłyśmy bilety całodniowe na autobus za 500¥, co było bardzo opłacalną opcją.Tak naprawdę, żeby zobaczyć wszystkie świątnie, najlepiej przyjechać z samego rana, dlatego postanowiłyśmy zobaczyć tylko te najbardziej nas interesujące.

Zaczęłyśmy od świątyni Tōdai-ji (東大寺) otwartej w 728 roku . Tu cytuję z Wikipedii: ,,buddyjski kompleks świątynny (…) Wchodzący w jego skład Pawilon Wielkiego Buddy jest największą drewnianą budowlą na świecie. Znajduje się w nim wielki posąg Buddy Rushany o wysokości 16,2 m”.

Po zwiedzeniu wróciłyśmy do sklepików mieszczących się wzdłuż drogi prowadzącej do światyni. Można było kupić m.in. słodycze, akcesoria, pamiątki i również wafle dla jelonków! Oczywiście nie mogłyśmy przegapić okazji nakramienia tych cudownych stworzeń.Jak się potem okazało nie były takie słodkie i niewinne… Jak już zauważył, że mamy jedzonko to potrafiły dziabnąć za płaszcz czy torebkę, żeby dostać więcej 😀 Tu zacytuję kolegę Janusza: ,,To nie sa jelonki, to są podstępne skurwole…”. Oczywiście to tak na żarty, chociaż trzeba na nie uważać 😉 Nie boją się ludzi,  można je pogłaskać, nakarmić i swobodnie chodzą po ulicy przed świątynią oraz po parku.

Naszym następnym punktem był shintoistyczny chram Kasuga Taisha (春日大社) zbudowany w VIII wieku. Dotarłyśmy tam po małym spacerze po parku Nara.Niesety, szybko zrobiło się ciemno i nie mam za dużo zdjęć z tamtego miejsca 😦

Robiło sie już późno, więc udałyśmy się jeszcze do świątyni Kōfuku-ji (興福寺), na kolację i pociąg z powrotem do Osaki.

17/03/2017 Przyjazd do Osaki

Podróże

Osaka 大阪

O 9:00 dotarłyśmy do Osaki. Byłam niesamowicie zadowolona z autobusu, którego siedzenia były bardzo wygodne i mocno się rozkładały, było dużo miejsca na nogi a dodatkowo jeszcze miały specjalne daszki, dzięki którym przyjemniej się spało.

Po odświeżeniu się ruszyłyśmy na stację Osaka, gdzie dziewczyny kupiły JR West Pass (bilet na nielimitowane przejazdy pojazdami linii JR). Świetna sprawa i duża oszczędność, jednak jako że nie posiadam statusu turystyki nie mogłam go kupić. Trochę szkoda, bo mój program (Pracuj i zwiedzaj) zakłada, że mam w głównie podróżować i takie bilety byłyby do tego świetne 😉 Z tego powodu planuję poruszać się głównie nocnym autobusami i tanimi liniami lotniczymi.

Potem zjadłyśmy lunch i postanowiłyśmy na piechotę przejść się do zamku Osaka, ponieważ nasze mieszkanie miało być dostępne dopiero od 15:00. Podczas około pół godzinnej wędrówki zwiedziłyśmy trochę Osaki, chociaż chodzenie z bagażami było dosyć męczące.
Samo miasto (a w sumie tylko mały kawałek, który widziałyśmy) bardzo mi się spodobał. Nie ma w nim jakiegoś szału, ale ma to coś, co sprawiło, że mam ochotę się tam przeprowadzić podczas tego pobytu w Japonii.

Dotarłyśmy pod zamek, który (jak wszystko tu) mnie zachwycił, zrobiłyśmy dużo zdjęć, zobaczyłam też pierwszy raz w życiu kwitnącą sakurę a potem pociągiem pojechałyśmy do naszego mieszkania niedaleko stacji Chibune (千船).

Znalazłyśmy to miejsce na stronie Airbnb i nie zawiodło nas. Wszystko było zgodne z opisem, a właścicielka upiekła nam nawet chlebek. Naprzeciwko mamy też całodobowy sklep, tzw. „konbini” (コンビニ), który w dodatku jest tym z rodzaju (prawie) wszystko za 100 jenów.

Chociaż byłyśmy padnięte postanowiliśmy z Sylwią zjeść coś na mieście. Wróciłyśmy do stacji Chibune i tam zjadłyśmy okonomiyaki (お好み焼き) i takoyaki (たこやき). Co prawda lokal nie przeszedłby kontroli naszego sanepidu, ale właściciel był miły, jedzonko smaczne a barek miał swój klimat 😀

Po długim locie samolotem a potem nocnej podróży autobusem i zwiedzaniu miasta z walizkami w końcu zasnęłyśmy jak ludzie… tylko nie w łóżkach, a na futonach (ふとんjapoński materac) 😀

15-16/03/2017 Początek

Podróże

Hejka rodzinko i znajomi! 🙂

Na blogu będę wstawić głównie zdjęcia i krótkie opisy dnia, żeby nie przynudzać, ale dzisiaj wyjątkowo będzie trochę więcej. Przez ogólne emocje, chaos i zmęczenie nie byłam w stanie robić zdjęć 😉

***

Przed jedenastą dojechaliśmy na lotnisko. Po odprawie i pożegnaniu, które nie odbyło się bez wiadra łez, przeszłyśmy z dziewczynami przez kontrolę bezpieczeństwa, a następnie do naszej bramki.

Samolot wystartował o 13:15 a lot minął nam wyjątkowo szybko. W ciągu dwóch godzin byłyśmy już na lotnisku w Moskwie, gdzie po dość długiej kontroli przeszłyśmy do hali odlotów i po przekąsce już czekał na nas samolot do Tokyo.

Miałyśmy wrażenie, jakby ta podróż trwała wiecznie. Po ponad dziewięciu godzinach ciągłego sprawdzenia swojego położenia na mapie, krótkich drzemkach, oglądaniu (specyficznych) starych, rosyjskich bajek i czatowaniu na jedzenie (żeby go nie przegapić!) stało się – znowu znalazłam się nad japońską ziemią!

Wylądowałyśmy na lotnisku w Naricie i udałyśmy się do kontroli paszportowej, gdzie ustawiono mnie w kolejce dla dyplomacji ( 😀 ), zrobiono zdjęcie twarzy, pobrano odciski palców i otrzymałam swoją kartę pobytu. Po dołączeniu do dziewczyn, które czekały już z bagażem okazało się, że mamy pierwszy problem – nie było bagażu Kasi.

W roli tłumacza udałam się do punktu Aeroflotu, gdzie okazało się, że walizka została w Moskwie i wyślą ją nam do Osaki w piątek. Całe wyjaśnianie sprawy i rozmowy z celnikami zajęło nam trochę czasu, ale ostatecznie udało nam się wyjść na „drugą stronę”, a ja byłam mega szczęśliwa, że bez problemu udało mi się dogadać po japońsku J Odświeżyłyśmy się, przepakowałyśmy i wskoczyłyśmy w pociąg do Tokyo. Byłam strasznie zmęczona, głodna i niewyspana, ale krajobraz japońskiego miasta sprawiał mi mnóstwo radości.

Dotarłyśmy do stacji Nippori, gdzie przesiadłyśmy się do Ikebukuro. Przez dużą ilość bagaży nie mogłyśmy znaleźć miejsca w żadnej kawiarni ani restauracji, więc czekałyśmy pod jednym z japońskich sklepów na szefa, który miał zabrać nasze bagaże.

Udało nam się odnaleźć z szefem i po wpakowaniu walizek do jego samochodu zabrał nas na pierwszy posiłek w Japonii – sushi. Było bardzo smaczne! Odważyłyśmy się nawet zjeść podejrzanie wyglądające sushi z shirako (odważnych odsyłam do google), które ledwo co nie zwróciłam… Pan Watanuki odprowadził nas na dworzec autobusowy, gdzie czekałyśmy jeszcze cztery godziny. W tym czasie przeszłyśmy się po okolicznych sklepach, wypiłyśmy kawę a na koniec umierałyśmy na ławkach w centrum handlowym.

Nareszcie nadeszła godzina 12:50, a my ledwo żywe wsiadłyśmy do autobusu w kierunku Osaki…